Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Anime ≠ animowany

23 kwietnia 2013

 

Fot. A. Teliżyn

Fot. A. Teliżyn

Przełom XX i XXI wieku odznaczył się niemalże epokowym rozwojem narzędzi i metod komunikacyjnych w skali światowej. Naturalnym następstwem tego fenomenu było nasilanie się spontanicznych transgresji kulturowych. Wzajemne zapożyczanie i naśladowanie poszczególnych elementów codzienności odmiennych regionów geograficznych stało się normą. Przenoszenie poszczególnych rytuałów, zwyczajów czy wierzeń bez tła historyczno-etymologicznego doprowadzało zazwyczaj do spłaszczania ich znaczeń i wypaczania pierwotnej istoty. W sferze językowej proces ten odznaczał się ciągle postępującym upraszczaniem kodyfikowania komunikatu i wyszukiwaniem coraz krótszych form ekspresji emocjonalnej. Formą gramatyczną, która płynnie, a co ważniejsze – na bieżąco wchłaniała przemiany komunikacyjne, odznaczył się język angielski. Prosta struktura, a także stopień spopularyzowania na całym świecie przekształciły go w podstawowe narzędzie kreacji narzecza czy dialektu sieciowego. Seria funkcjonujących akronimów, zwłaszcza tych przenikających do języka potocznego, potwierdza taki stan rzeczy. Do tej grupy możemy zaliczyć takie wyrażenia jak:

- LOL – Laugh Out Loud (Śmiech na sali)
- ROTFL – Roll On The Floor Laughing (Tarzając się ze śmiechu)
- GTG – Got To Go (Muszę lecieć)
- FAQ – FrequentlyAsked Questions (Najczęściej Zadawane Pytania),

czy też takie, których włączenie do grona wyrażeń potocznych wydaje się być niemożliwym:

- Q&A – Question and Answer (Pytanie i Odpowiedź)
- LMAO – Laugh My Ass Off (Śmiać się do rozpuku)
- FOTCL – Falling Off The Chair Laughing (Przewracać się ze śmiechu)
- … i inne.

Istnieje też jednak grupa wyrażeń, których znaczenie uległo przekształceniu ze względu na zapożyczenie. Sytuacja ta komplikuje się dodatkowo, jeżeli przyjrzymy się historii przekształceń prowadzących od filmu animowanego do wyrażenia „anime”, które dla młodszych pokoleń niesie za sobą cały szereg doprecyzowanych konotacji znaczeniowych, niewiele mających wspólnego z ogólnym wyrażeniem „film animowany”.

Sushi art

Fot. A. Teliżyn

Historię samego wyrażenia „anime” moglibyśmy określić pokrótce jako refluks językowy. Początkowo japońskie filmy animowane nosiły nazwę manga-eiga, co etymologicznie doskonale charakteryzowało ich istotę. Manga to japońska forma komiksu, natomiast eiga to film; dlatego też manga-eiga była rozumiana jako filmowa wersja komiksu, której nie należy utożsamiać z „adaptacją filmową”. Pojedyncze tytuły mangi doczekały się zarówno wersji animowanej, jaki i wersji kinowej z rzeczywistymi aktorami, jak np.: Death Note czy Dragon Ball. Po rozpoczęciu procesu globalizacji język japoński także uległ szeregowi uproszczeń i zapożyczeń, zwłaszcza w sferze anglicyzmów. Ofiarą tego fenomenu padło między innymi interesujące nas wyrażenie manga-eiga, która zostało zastąpione w latach 40. XX wieku terminem anime, pochodzącym od angielskiego animation. Do dnia dzisiejszego na terenie całej Japonii słowem tym określa się wszelkie dzieła animowane, poczynając od form krótkometrażowych, przez seriale, aż po filmy pełnometrażowe. Sytuacja ma się jednak inaczej w pozostałych częściach świata, gdzie anime utożsamiane jest wyłącznie z twórczością japońskich artystów animatorów czy mangaków(1).

Tutaj też zamyka się koło wędrówki terminologicznej. Początkowo wyrażenie animation zostało zapożyczone i przekształcone na gruncie japońskim w formę skrótową anime, choć zachowało znaczenie odnoszące się do twórczości animowanej. Później jednak zostało ponownie wchłonięte przez resztę świata w odmienionej formie i uległo dalszej deformacji znaczeniowej. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z konsekwencji wynikających z rozwarstwienia semantycznego analizowanych powyżej wyrażeń, a co ważniejsze, z nawarstwienia znaczeniowego wyrażenia anime w kontekście twórczości animowanej. Główny problem, jak się może wydawać, wynika ze stosunku poszczególnych społeczeństw do filmu animowanego. Ta dziedzina sztuki najczęściej uznawana jest za przestrzeń kreacji dla odbiorców takich jak dzieci i młodsza młodzież (przynajmniej w rejonie Europy). Animacje przeważnie ulegają skrajnie biegunowemu podziałowi. Z jednej strony mamy nierzadko płytkie (pod względem fabularnym) bajki dla najmłodszych odbiorców, z drugiej zaś wyrafinowane festiwale animacji krótko- i długometrażowych tak przesyconych semiotycznie, iż przeciętny odbiorca czuje się zagubiony w strumieniu znaczeń płynących do niego z ekranu. Sytuacja ta przyczynia się do swobodnego napływu animacji azjatyckich, które doskonale zapełniają przestrzeń pozostawioną przez rynek europejski. Taki stan rzeczy wyjaśnia też szerokie grono odbiorców twórczości anime poza granicami Japonii. Animacja w tym przypadku staje się środkiem przekazu dla niemalże nieograniczonego spektrum odbiorców, co przyczynia się do jej globalnego sukcesu. Fenomen ten pociaga jednak za sobą szereg konsekwencji, które wymagają dokładniejszego omówienia. Tytuły anime, w odróżnieniu od animacji amerykańskich czy europejskich, często poruszają tematykę, która w innych rejonach świata nadal jest tabuizowana. Najlepiej obrazują to same nazwy podgatunków czy tematów poszczególnych produkcji takich jak:

Ouran High School Host Club, yaoi

Ouran High School Host Club. Źródło: http://www.dpstream.net

- Ecchi – animacje erotyczne, bazujące na prostym humorze, nieprzekazujące jednak jakiejkolwiek treści pornograficznej
- Hentai – animacje o tematyce pornograficznej, skupiające się głównie na stosunkach seksualnych, często przebarwionych i przesadzonych
- Yaoi– animacje, w których pojawią się wątki miłości homoseksualnej męskiej
- Yuri– animacje, w których pojawiają się wątki miłości lesbijskiej
- … i wiele innych, potwierdzających jednak ukierunkowanie aktu twórczego w stronę dorosłego odbiorcy.

W społeczeństwie, gdzie otwarta dyskusja o homoseksualizmie czy rozterkach człowieka w okresie budowania własnej tożsamości seksualnej nadal pozostaje w głębokim cieniu, sztuka animowana zrywa zasłonę milczenia, wskazując, iż te tematy istnieją i należy o nich mówić. W kontakcie z anime mamy wrażenie, iż ich autorzy dokonali kolejnego kroku na drodze twórczej i potrafią poruszać się w przestrzeni tych zagadnień z zadziwiającą swobodą, unikając przy tym upraszczania czy spłycania któregokolwiek wątku. Efekt ten, często poprzez utożsamianie z postacią przeżywającą nasze rozterki, ułatwia odbiorcy ujawnienie własnych problemów lub wskazuje możliwe drogi rozwiązania sytuacji pozornie bez wyjścia. Z drugiej strony istnieje ryzyko ukazywania treści całkowicie nieadekwatnej w stosunku do odbiorcy. Takie okoliczności następują najczęściej w przypadku braku kontroli rodzicielskiej nad kontaktem dziecka z mediami. Zjawisko to często ulega spotęgowaniu w momencie, gdy rodzic lub opiekun dostrzega jedynie na ekranie telewizora kreskę filmu animowanego, dokonując szybkiej konkluzji: „animowane = dla dziecka”. Taki sposób postrzegania ulega na szczęście zmianie po wprowadzeniu na rynek takich tytułów produkcji amerykańskiej jak The Simpsons, South Park czy Family Guy, których treść bezdyskusyjnie kierowana jest do odbiorców pełnoletnich.

Wracając jednak do głównego wątku – anime to nie tylko seks, homoseksualizm i problemy społeczno-psychologiczne. Istnieje pokaźna grupa tytułów skierowanych do najmłodszych odbiorców, do których należą między innymi Digimon, seria Pokemon czy – sięgając do dawniejszych pozycji – Capitan Tsubasa. Produkcje tego typu adresowane są do odbiorców od ósmego roku życia wzwyż, skupiając się na przedstawieniu jak najpełniejszego fantazmatu człowieka prawego, honorowego, dbającego o swoich przyjaciół, jednym słowem – bohatera wartego naśladowania. Idąc dalej natrafiamy na kolekcje tworzone dla młodszych reprezentantów młodzieży, a wliczamy do nich chociażby takie tytuły jak seria Dragon Ball, GundamWing czy Escavlowne, gdzie sceny walki stają się drastyczniejsze, a w przypadku GundamWing fabuła ulega zdecydowanemu zagęszczeniu i wymaga większego skupienia odbiorcy. Idąc tym tropem moglibyśmy mnożyć tytuły i dokonywać coraz bardziej szczegółowych podziałów grupy docelowej tej sztuki, ale nie o to przecież chodzi. Anime, jak udowodniliśmy, wykracza daleko poza przyjęte przez nas normy filmu animowanego. W dużym stopniu pełni funkcję teatralną, stając się zwierciadłem życia codziennego, zachowując równocześnie funkcję rozrywkową i estetyczną, jako dzieło samo w sobie. Jak każde narzędzie może nam pomóc, ale może też zaszkodzić, jeżeli błędnie z niego skorzystamy.

Podsumowując, anime to już zupełnie inny poziom sztuki.

anime pasek

 

1Mangaka, autor komiksów o stylistyce japońskiej, charakteryzującej się typową dla tego rejonu kreską i tematyką. Tutaj też należy podkreślić, iż środowiska fanów i znawców mangi i anime kładą silny nacisk na rozróżnianie tych dwóch form artystycznych. Manga to komiksowa forma fabularna, która często staje się podstawą dla anime, czyli animowanej formy fabularnej, jednakże anime może odbiegać subtelnie od oryginalnej historii zawartej w mandze lub uzupełniać ją o dodatkowe wątki, bazujące na prywatnych historiach indywidualnych bohaterów. Odcinki takie nazywane są potocznie z angielskiego fillerami – wypełniaczami fabuły.

 

 

Jakub Baranek

Absolwent Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, po kierunku Wiedza o Teatrze. Laureat nagrody kierownika Katedry Dramatu, Teatru i Widowisk za wybitne osiągnięcia w nauce. Doktorant UAM. Pasjonat sztuk walki, białej broni i literatury fantastycznej.

Tagi: , , , , , , ,