Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Chcemy całego życia!

5 stycznia 2013

DSC_0108

Fot. A. Teliżyn

Nałkowska skandowała podczas swojego referatu poparcie dla prostytutek i piętnowała podwójną moralność mężczyzn, za co dostała owacje na stojąco. W 1907 roku na ogólnopolskim zjeździe kobiet mężatka dowodziła, że panie wstępując w związek małżeński sprzedają oprócz ciał jeszcze i duszę. „Panie zdradzające mężów nie robią tego przecież wyłącznie z potrzeby umartwiania”.

W gorsecie ze szpicrutą

Na wiecu wyborczym w Manchesterze w 1905 roku Christabel Pankhurst napluła w twarz policjantowi i została skazana na siedem dni więzienia. Córka premiera Anglii musiała bronić ojca przed aktywistkami ruchu feministycznego, które chciały na polu golfowym rozebrać go do naga. Słaba płeć potrafiła obrzucić kamieniami pociąg z bezbronnym politykiem w środku, a także wychłostać szpicrutą Winstona Churchilla, który zawsze był przeciwnikiem równouprawnienia. Jedna z działaczek ruchu, chcąc dotrzeć do króla Edwarda VII wynajęła sterowiec, by obrzucić pałac Buckingham ulotkami. Panie uwięzione za działalność feministyczną podejmowały głodówki, a wyrażając solidarność z koleżankami, młode żony odmawiały mężom współżycia. Do 1928 roku, w którym kobietom przyznano prawo głosu, miało miejsce mnóstwo innych wydarzeń – rozbijanie szyb w budynkach rządowych przez uzbrojone w młotki sufrażystki, przykuwanie się do ogrodzeń, podpalanie stacji kolejowych czy podkładanie bomb.

Obyczajowość nawet po uzyskaniu przez panie prawa do nauki i wykonywania zawodu pozostawała tematem tabu. W Polsce początki ruchu emancypacyjnego są związane, jak wszystko w tym okresie, z walką o niepodległość. I chociaż klęska powstania styczniowego poniekąd zmusiła kobiety do podejmowania męskich obowiązków, a napływające ze wschodu lewicowe poglądy zapewniały ważniejszą niż dotychczas rolę kobiet w polityce, to jeszcze długo równouprawnienie pozostawało dalekim marzeniem.

DSC_0056 bw

Fot. A. Teliżyn

Emancypacja po polsku

Wystąpienie Nałkowskiej nie podobało się jednej z pierwszych polskich feministek – Marii Konopnickiej. Opuściła salę, gdzie wygłaszany był referat. A jednak jej życie daleko odbiegało od stereotypu matki Polki. Porzuciła męża i wyprowadziła się do Warszawy, obowiązków macierzyńskich wobec szóstki swoich dzieci pozbyła się najszybciej, jak tylko mogła. Związała się natomiast z młodszą o dziewiętnaście lat malarką, krótko ostrzyżoną, noszącą się po męsku Marią Dulębianką, którą nazywała Pietrek.

Konopnicka cieszyła się uznaniem aż do swojej śmierci, czego nie można powiedzieć o Marii Komornickiej. W 1907 roku w Poznaniu, już jako mężatka w separacji, pisarka spaliła damskie stroje i ścięła włosy. Od tej pory żyła jako Piotr Odmieniec Włast. Psychicznie zmieniła swoją płeć, ponieważ jako kobieta nie czuła się traktowana godnie. Niestety czasy okazały się mało wyrozumiałe dla tak radykalnych posunięć i Włast wylądował w zakładzie psychiatrycznym.

Pisarka i doktor

Zofia Nałkowska miała pięć minut na wygłoszenie swojego referatu, ale przemówienie przedłużyło się, gdyż przerywano jej brawami. Jak na owe czasy postulaty wysuwane przez dwudziestotrzyletnią pisarkę były bardzo postępowe. Według niej „kobieta, stając się niezależną, traci cechy nabyte w niewoli” i przestaje być dodatkiem do zakłamanego świata mężczyzn. Kobiety akceptują to, że „cały ustrój dzisiejszego życia erotycznego opiera się na jawnej poligamii”. Przyczyną większej wierności pań według Nałkowskiej nie była moralna przewaga kobiet, ale „przystosowanie się do warunków niewoli.” Konsekwencje niechcianej ciąży są zresztą zdaniem pisarki dużo gorsze od problemu niedotrzymywania ślubnej przysięgi.

Lekarz Miklaszewski, który podjął polemikę z Nałkowską, twierdził nawiązując do swoich długoletnich badań, że dziewięćdziesiąt procent kobiet nie czuje erotycznego uniesienia, a jedynym motywem do zawarcia małżeństwa jest dla nich potrzeba posiadania dzieci. Doktor autorytatywnie stwierdził, że kobiety prowadzące samodzielne życie, wielkie artystki, aktorki, śpiewaczki, są „istotami chorymi, znerwicowanymi”. Miklaszewski nie zgodził się, aby „wartość moralną kobiety oceniano według jej charakteru”. Nałkowska ostatecznie zamknęła rozpętaną przez siebie dyskusję, podkreślając, że szanowny pan doktor nie potrafił nawet wyjść poza średniowieczną nomenklaturę, a w jego artykułach roi się od określeń typu „chuć”, „sromota”, „upadek”.

Kim jest… kobieta?

A teraz, mając w głowie świeże wyobrażenie upchniętych w gorsety emancypantek ze szpicrutami, warto sobie przypomnieć wzór kobiecości z tamtych czasów. Gdy druga połowa XIX wieku obfituje w symboliczne nimfy, alegoryczne postaci u prerafaelitów, akademickie, wygładzone piękności, już pewną zmianę przeczuwał Edouard Manet. Jego „Olimpia” w porównaniu z analogiczną „Wenus Urbino” Tycjana z XVI wieku wydaje się być obrazoburcza jak wystąpienie Nałkowskiej. Młoda mężatka z obrazu renesansowego mistrza może leżeć jako upersonifikowana bogini, w nikim nie wzbudzi ona uczucia wstydu czy niesmaku. Olimpia natomiast zyskała prawdziwe imię paryskiej prostytutki. Ma spojrzenie świadomej kobiety. Dla ówczesnych było to nie do przyjęcia, jak można bez mitologicznej czy religijnej konwencji pokazywać nagą kobietę i jeszcze nazywać ją jej własnym imieniem – które większość szanowanych dżentelmenów paryskich oczywiście znało.

Następująca później fala wizerunków femme fatale być może była reakcją z pogranicza fascynacji nową, silniejszą pozycją kobiety oraz objawem mizoginizmu panów z końca wieku. Kawiarniane, nocne życie stało się miejscem spotkań z kobietami o upajającej urodzie i mrocznych duszach. Zdecydowanie ciekawsze musiało być picie absyntu z niezależnymi artystkami z początku wieku XX, niż tkwienie w ustatkowanym życiu z płochymi stworzeniami kuchennymi, jakie oferował wiek XIX. Touluse-Lautrec w swoich pracach podkreślał oprócz oczywistej atrakcyjności takiej zmiany także smutek, bijący z postaci prostytutek, z którymi Nałkowska tak się solidaryzowała.

Całe życie kobiet

Dzisiejsze feministki przywykło się traktować z rezerwą. Walka o prawa kobiet w krajach bogatej północy świata jest już powszechnie uznawana za skończoną. Najagresywniejsze działania ruchów Genderowych kojarzy się
ze środowiskami homoseksualnymi, zwolenniczkami aborcji oraz nastawionymi na krzykliwą i tanią sensację akcjami społecznymi. A jednak to jest właśnie ta sama dzika siła, dzięki której na studiach pojawiły się panie inżynier, w polityce żelazne damy, a w sporcie zawodniczki.

Ewolucja wizerunków – XIX-wiecznej, eterycznej strażniczki domowego ogniska oraz XX-wiecznej, realnej, niezależnej i oderwanej od tradycyjnej roli kobiety – jest moim zdaniem nieco sztuczna, bo od wieków te dwie natury przeplatają się. Dopiero jednak dzięki działaniom sufrażystek panie mogą głosować i uczyć się, nie jest już tak oczywisty prymat męskiej dumy nad kobiecym złym humorem.

Tylko kto decyduje o tym, kim jest kobieta dziś? Kiedyś Komornicka nie mogła legalnie zostać Włastem, a jedynie nielicznym, silnym damskim charakterom, udawało się zrealizować własny plan na to, kim się staje od początku do końca. Nałkowska wołała: „Chcemy całego życia!” i takie dostały kobiety w XXI wieku. Łącznie z problemem, czy skorzystać z możliwości wyboru, czy nie.

DSC_0300 (1024x685)

Fot. A. Teliżyn

Kasia Rożek

Studentka grafiki warsztatowej V roku, licencjonowany ochroniarz dóbr kultury. Na co dzień głównie maluje ilustracje albo podróżuje po świecie, lasach i górach z plecakiem i gitarą.

Tagi: , , ,