Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Racjonalizm i inne nowatorskie metody w prawodawstwie. O zbawiennych skutkach nieposłuszeństwa

19 listopada 2012

W inny szabat [Chrystus] wszedł do synagogi i nauczał. A był tam człowiek, który miał uschłą prawą rękę. Uczeni zaś w Piśmie i faryzeusze śledzili Go, czy w szabat uzdrawia, żeby znaleźć powód do oskarżenia Go. On wszakże znał ich myśli i rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: «Podnieś się i stań na środku!» Podniósł się i stanął. Wtedy Jezus rzekł do nich: «Pytam was: Czy wolno w szabat dobrze czynić, czy wolno źle czynić; życie ocalić czy zniszczyć?» I spojrzawszy wkoło po wszystkich, rzekł do człowieka: «Wyciągnij rękę!» Uczynił to i jego ręka stała się znów zdrowa.

Łk 6, 6-10

DSC_0155

Fot. A. Teliżyn

Zadane pytanie okazuje się dość sokratejskie, Chrystus udaje głupszego niż jest: czy wolno w szabat czynić źle? Tak zaprezentowana konstrukcja retoryczna manipuluje osądem odbiorcy i zmusza go do jednoznacznej, przeczącej odpowiedzi. Faryzeusze przyjmują jednak postawę ortodoksyjną: przestrzegają zakazu w jego najprostszym rozumieniu, bez względu na okoliczności. Ich jedynym argumentem jest boski nakaz – dzięki niemu starają się zdemaskować retoryczny zabieg Chrystusa. Nie wymaga to użycia rozsądku, a jedynie pamięci. Odpowiedzialność za wyrządzone w ten sposób krzywdy można łatwo zrzucić na Jahwe. Chrystus wprowadza do tego uproszczonego schematu inne kategorie: okoliczności mogą sprawić, że przestrzeganie zakazu okazuje się czynem etycznie nagannym, a jego złamanie – wręcz przeciwnie. Interpretuje, w prawo boskie włącza więc własny osąd, na podstawie którego modyfikuje przykazanie Jahwe i uzdrawia. „Szabat jest dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu” – powie Chrystus u innego ewangelisty. Swoim czynem Jezus tworzy pewien precedens: można na swój sposób rozumieć przykazanie Boga, jeżeli jego wykonanie w dosłownej formie szkodziłoby (lub nie pomagało! – chory przeżyłby do następnego dnia ze swoją uschniętą ręką) człowiekowi. Gwarantem etyki okazuje się w tym momencie nie Jahwe – jego zakaz można zinterpretować  tak, by szkodził człowiekowi, lecz ludzki osąd. Chrystus idzie wbrew dosłownemu rozumieniu zakazu Boga, ponieważ przeszkadza on w czynieniu dobra. W szabat należy czynić dobrze, ponieważ jeżeli wszyscy czyniliby dobrze, świat byłby lepszym miejscem, niż gdyby wszyscy trzymali się bezwzględnie nakazów Jahwe, które nie sprawdzają się w każdej sytuacji.

Przypowieść o leczeniu w szabat można zatem odczytywać jako wielką pochwałę rozumu ludzkiego, jego własnego etycznego osądu i krytycznego dystansu wobec odgórnie narzuconych praw. Faryzeusze, hołdując swojej konserwatywnej postawie, nie zastanawiają się nad sensem ustanowionych nakazów i zakazów. Jednoznacznie wywyższona okazuje się jednak postawa odmienna, ta, która co innego niż boski nakaz czyni punktem odniesienia. Co innego, czyli ludzki rozum.

Jak zatem używać tego skomplikowanego urządzenia?

Stanisław Barańczak swój krótki tekst o poezji współczesnej[1] zaczyna jeszcze krótszym, a jakże treściwym zdaniem: „Powinna być nieufnością”. W kolejnych punktach wywodu (bo tekst, jego zwyczajem, zapisany jest enumeratywnym porządku) poeta rozwija tę myśl w różnych kierunkach. Poezja musi być nieufnością, ponieważ zwraca się do człowieka, który pragnie myśleć. Nie jest też głosem Wielkich Manipulatorów, lecz głosem jednostki. I tu zbliżamy się do sedna: „myślenie indywidualne to myślenie nieufne, krytyczne wobec zbiorowych wiar, sentymentów i histerii”. Owa nieufność ma na celu oczyszczenie drogi do prawdy. Powinna zdzierać maski pozorów z całego świata, ale też z samej siebie. Namysł języka poetyckiego nas sobą samym pozwala uniknąć retorycznych, sofistycznych konstrukcji, które na pierwszy rzut oka wydają się inteligentne i prawdziwe, jednak po wnikliwszej analizie prawdy przez nie propagowane okazują się nie do przyjęcia. Idąc za tą myślą, za etycznie naganne uznać należałoby też pytanie Chrystusa. Przecież wyraźnie manipuluje on sposobem myślenia faryzeuszy. Oni jednak, w kwestii stopnia nieufności wobec docierających do nich treści, stoją daleko za Jezusem. Ufają bowiem swojemu Bogu bardziej niż własnemu osądowi. Wydaje się zatem, że podważenie uczciwości sposobu, w jaki owe treści do nich docierają, znacząco wykracza poza ich intelektualne możliwości.

Prawo byłoby lepsze, gdyby stanowiło efekt namysłu człowieka nad tym, co dobre, a co złe – tak sparafrazować można by wniosek z ewangelicznej przypowieści. Pojęcia dobra i zła są ogólne i niejasne. Nie mam zamiaru jednak ani grać nimi w żaden nieuczciwy sposób, ani ich bliżej definiować. Interesuje mnie tutaj wyłącznie sam proces stanowienia zasad.

Postawę Chrystusa zdaje się częściowo podzielać Zygmunt Freud:

[…] niewątpliwie byłoby korzystne całkowite wyeliminowanie Boga z tej gry i uczciwe przyznanie się, że wszystkie instytucje i przepisy kulturowe są pochodzenia czysto ludzkiego. W ten sposób, wraz z roszczeniami do świętości, upadłaby też wiara w niezmienność tych zeskorupiałych praw i zakazów. Ludzie mieliby szansę zrozumieć, że zostały one stworzone nie tyle po to, by ich opanować, ile by służyć ich interesom; tak oto ludzie mogliby się zdobyć na bardziej przyjazny stosunek do nich, zamiast dążyć do ich usunięcia, usiłowaliby je ulepszyć.[2]

Austriacki psychiatra podsuwa bardziej radykalne rozwiązanie problemu zaprezentowanego w przypowieści z Ewangelii. Chrystus, interpretując zakaz Jahwe wbrew faryzeuszom, rzucił cień nieufności na całość jego prawa. Nieufność, według Barańczaka, nierozerwalnie związana jest z myśleniem, czyli posługiwaniem się rozumem w ocenie świata. Gdyby do tej konstrukcji dołożyć cegiełkę Freuda i odrzucić w całości boskie nakazy, przyznając, że wszelkie nakazy i zakazy są wytworem ludzkiego umysłu, tenże umysł mógłby je do woli modyfikować tak, by coraz lepiej służyły ludziom. Jak zakaz uzdrawiania w szabat pomaga człowiekowi? Tylko w ten sposób, że ten, kto stosuje się do boskiego prawa, może uważać się za moralnie wyższego od tych, którzy łamią utwierdzone interpretacje. Kiedy jednak, tak jak Chrystus, dysponuje się rozumowymi argumentami, może warto by było przedyskutować panujące zasady. Ważniejsza wydaje się zdrowa ręka niż moralne poczucie wyższości. Freud natomiast trafia w samo sedno problemu, gdyż dyskusja nad interpretacją prawa możliwa jest wyłącznie wtedy, gdy zniesione zostają dogmaty.

DSC_0284

Fot. A. Teliżyn

W drugiej części swojej wypowiedzi Freud porusza inną ważną kwestię: zasady są po to, by człowieka chronić, a nie, by go więzić. Przestrzeganie zakazu uzdrawiania w szabat uchroni nas jedynie przed bożym gniewem, czego jednak twórca psychoanalizy nie bierze pod uwagę w swoim rozważaniu. Nieufność wobec panujących zasad prowadzić ma do ich podważenia, jednak wyłącznie w celu przeprowadzenia reform, a nie bezcelowemu ich łamaniu. Nastawienie zakładające przestrzegania prawa wyłącznie w celu wykreowania złudzenia moralnej wyższości niewiele odbiega od postawy czerpiącej przyjemność z samego faktu jego łamania. Tu jednak, co Freud podkreśla słowem „zrozumieć” wymagane jest użycie umysłu. Nie ma go w postawie dogmatycznej, nie wchodzi tez w grę w przypadku przestrzegania zasad powodowanym na strachem, czy, odwrotnie, obietnicą nagrody. Nie o piekło czy niebo bowiem w przestrzeganiu i tworzeniu zasad chodzi, a o możliwie spójny system, który będzie chronił człowieka przed nieposkromionymi zapędami innych, wynikającymi  czy to z niepoprawnie działających mechanizmów samokontroli (dość zgrabna peryfraza głupoty), czy z bezrozumnego podporządkowania się dogmatowi, stereotypowi lub przesądowi.

Freud ceni prawo stworzone przez człowieka, ponieważ w prawie boskim dostrzega podstawowy problem: instancja, która ma decydować o prawidłowej interpretacji reguły prawnej rzadko wypowiada się w jasny i jednoznaczny sposób. Dlatego i faryzeusze, i Chrystus mogą twierdzić, że postępują zgodnie z intencją Jahwe, a co na to sam prawodawca – trudno powiedzieć.


[1] Parę przypuszczeń na temat poezji współczesnej, [w:] tenże, Wiersze zebrane, Kraków 2006.

[2] S. Freud, Kultura jako źródło cierpień, przeł. J. Prokopiuk, Warszawa 1995, s. 58.

Jakub Misun

Student IV roku filologii polskiej w ramach MISH na UAM w Poznaniu. Czytacz, pisacz, krytykacz.

Tagi: , , , , , , ,