Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Styczeń 2013 oczami Bezczelnego

1 marca 2013

Od teraz mój cykl będzie pojawiał się mniej więcej raz na miesiąc. Pozwoli to na wychwycenie istotniejszych wydarzeń i spojrzenie na nie z większego dystansu.

Nie przeczytacie poniżej o debacie dotyczącej związków partnerskich, nie będzie o zamrożeniu Polsce pieniędzy na drogi, o zmianie wicemarszałka Sejmu też nie wspomnę. Chciałbym za to wskazać Wam trzy wydarzenia stycznia, z których dwa są bardzo ważne, a jedno pokazuje, mam nadzieję!, nową tendencję w polskiej nauce oraz półtora problemu, który odżył, po raz kolejny, w minionym miesiącu.

Zamrożona zielona butelka wystająca z lodu niczym Excalibur od Pani Jeziora.

Fot. A. Teliżyn

4 stycznia sędzia Igor Tuleya znalazł się na ustach wielu ważnych, na stronach wielu medialnych I w świadomości licznych-zwykłych z powodu wydania wyroku w sprawie dr. Mirosława G. Przypomnijmy. Doktor G. został oskarżony m. in. o przyjęcie korzyści majątkowych od pacjentów. Sprawa nie byłaby niczym nadzwyczajnym, gdyby ówczesny minister sprawiedliwości – Zbigniew Ziobro – nie powiedział na konferencji prasowej po zatrzymaniu G., że „nikt więcej przez tego pana życia pozbawiony nie będzie”. Machina wymiaru sprawiedliwości ruszyła i na początku tego roku wydała, przy użyciu sędziego Tuleyi, wyrok: uniewinniony od większości zarzutów, przede wszystkim ze względu na nieudolność prokuratury, skazany za wzięcie łapówki. To nadal nie zrobiłoby z ”ust ustawy” (w ten sposób widzi sędziego, za Monteskiuszem, prawniczy pozytywizm kontynentalny) tak medialnej postaci. Czym sobie na to zasłużył? Ustnym uzasadnieniem wyroku, w którym porównał metody stosowane przez CBA do metod stalinowskich, co więcej, stwierdził, że działania służb było gorsze niż w latach 80., bardziej przypominały nawet metody znane z lat 40. I 50. (czasu największego stalinizmu). Prawicowe partie w Sejmie podniosły larum: o przekroczeniu uprawnień i komentowaniu wydanego wyroku. Część sędziów przyłączyła się do tego chóru, twierdząc, że nie było koniecznym takie porównanie. Przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości byli jednak podzieleni: część stanęła za sędzią murem. Oczywiście, jak to u nas bywa, znaleziono kolejne dna tej sprawy, wyciągając pracę rodziców Tuleyi w aparacie bezpieczeństwa I MSW PRL-u ["karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia" (Wj 20, 5) - mógłby zapewne zakrzynąć prawicowy publicysta]. Podchodząc do wyroku na chłodno, bez politycznych emocji, należy stwierdzić, że to co zrobił Igor Tuleya było jego podstawowym obowiązkiem jako sędziego. Ustne motywy wyroku, podawane stronom po jego wydaniu, mają im wskazać dlaczego taki wyrok zapadł. Zgodnie z zasadami, powinny być jasne, klarowne, zrozumiałe dla nie-prawników i opinii publicznej. Zachowanie sędziego Tyleyi jest niestety rzadkim przypadkiem takiego, podkreślę to jeszcze raz, słusznego podejścia. Uzasadnienie aksjologiczne wyroku jest i powinno być jednym z ważniejszych elementów judykatu. A że przy okazji oberwało się nieudolności (kryminogenności?) służb? Może dobrze!

Figura św. Józefa w Łagowie.

Fot. A. Teliżyn

23 stycznia zmarł Jego Eminencja ks. abp. Józef kardynał Glemp, Prymas senior. Liczne biogramy dostępne w sieci i księgarniach pozwalają mi na napisanie jedynie kilku zdań na temat tej ważnej dla czasu transformacji postaci. Józef Glemp został arcybiskupem gnieźnieńsko-warszawskim po śmierci Prymasa Tysiąclecia i już choćby z tego powodu miał niezwykle trudne zadanie, jak każdy, kto zastępuję legendę. Był rok 1981, po kilku miesiącach wprowadzono stan wojenny. Wielu wiernych liczyło, że prymas stanie na czele ruchu protestacyjnego i będzie zagrzewał Polaków do walki. On jednak zachęcał do spokoju i niewszczynania zamieszek. Być może dzięki temu udało się uniknąć wielu ofiar stanu wojennego. Gdy w 1992 r. Jan Paweł II bullą Totus Tuus Poloniae populus zreorganizował strukturę Kościoła w Polsce, Glemp zachował urząd metropolity warszawskiego i dożywotnio tytuł Prymasa Polski, który to tytuł następnie miał wrócić do Gniezna (sprawy w między czasie się skomplikowały, Benedykt XVI postanowił, że w momencie przejścia Józefa Glempa na emeryturę prymasostwo wróci do Gniezna, przez to Glemp zachował dziwny tytuł prymasa-seniora). Krytykował polityczną (tak, polityczną) działalność o. Tadeusza Rydzyka, opowiadał się za wejściem Polski do Unii, zarzucał sobie, że nie uchronił ks. Popiełuszki przed śmiercią (odmówił składania zeznań w procesie beatyfikacyjnym, prawdopodobnie ze względu na krytyczny stosunek do działań ks. Popiełuszki). 2 lutego obchodziłby trzydziestą rocznicę kardynalatu. Zmarł w wieku 83 lat.

Zmiana w nauce, o której pisałem wyżej, będzie miała miejsce na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu. Zgodnie z zapowiedziami, od przyszłego roku studenci nie będą pisać klasycznej pracy licencjackiej, ale hasło do Wikipedii. Władze uczelni tłumaczą, że licencjat jest pracą odtwórczą, której, nawet jeżeli jest istotna, nikt poza promotorem i recenzentem nie czyta. Hasło w internetowej encyklopedii ma po pierwsze podnieść poziom Wikipedii, a po drugie realnie wykorzystać pracę studenta.

Krok w dobrym kierunku - pochwalamy takie zmiany!

Wspomniane półtora problemu dotyczy odbierania przywilejów zawodowych (to jeden problem) I częściowo związanego z tym tematem, finansowania jednostek samorządu terytorialnego (to pół problemu). 25 stycznia o 7.00 rozpoczął się dwugodzinny strajk na kolei. Osią sporu między Rządem a pracownikami jest projekt odebrania licznych przywilejów (m. in. prawie darmowe przejazdy dla kolejarzy i ich rodzin czy funkcjonujące nadal wyrównanie za deputat1 węglowy). Trzeba oddać związkowcom, że zmobilizowali bez mała cały kraj i do 9.00 żaden pociąg nie odjechał. Stanowiska Rady Ministrów nie udało się tym zabiegiem zmienić. Kolejarze zapowiadają strajk generalny.

Tyle faktów. Dlaczego jednak w ogóle strajk miał miejsce? Można stwierdzić, że odbieranie przywilejów jest metodą, którą stosuje z dwóch powodów. Po pierwsze ogranicza się wydatki budżetu, gdyż bezdyskusyjne pozostaje, iż każdy przywilej obciąża Skarb Państwa. Po drugie rządzący, politycznie i wizerunkowo, dobrze wypadają w oczach obywateli, bo otóż nie ma już równych I równiejszych. W tym ferworze przypodobania się opinii publicznej zapomina się jednak, że część przywilejów dla pewnych grup zawodowych powinna być utrzymana ze względu na trudność pracy, uciążliwość warunków czy z powodu innego, ważnego interesu społecznego. Dla przykładu, górnicy pracujący na przodku w kopalni muszą mieć możliwość wcześniejszego przejścia na emeryturę, z drugiej strony pracownicy biurowi kopalni już takiego przywileju mieć nie powinni. Służby mundurowe, jako istotne dla bezpieczeństwa państwa winny być traktowane w sposób specjalny – nie wyobrażam sobie 60-cio letniego policjanta w pościgu za złodziejem. Ostatnio na tapetę po raz kolejny wrócili nauczyciele. Ta największa grupa zawodowa w Polsce (ok. 500 tys. pracuje wg Karty Nauczyciela i ok. 100 tys. jako nauczyciele akademiccy) traktowana jest w wielu obszarach w odmienny, korzystny dla nich sposób. Aby wymienić jedynie niektóre: czas pracy nauczyciela to 20 godzin w tygodniu (w tym 18 h etatu i 2 h na dodatkową pracę z uczniem – kółka zainteresowań, SKS-y, kluby, itp.), do wymiaru pracy wlicza się, póki co nieewidencjonowany, czas, który nauczyciel poświęca na sprawdzanie prac uczniów, rady pedagogiczne, wycieczki, wyjścia do teatru, przygotowanie do zajęć oraz wszystkie inne zadania, które wykonuje on poza budynkiem szkoły. Nauczyciele mają długie urlopy – wakacje i ferie. Mają możliwość skorzystania z płatnego urlopu dla poratowania zdrowia. Do niedawna mogli przechodzić na emeryturę po trzydziestu latach pracy. Chciałbym spojrzeć na ten problem odrobinę głębiej. Czas, który poświęca nauczyciel na wszystkie zadania związane ze szkołą jest niejednokrotnie większy niż standardowy, czterdziestogodzinny etat. Urlop nauczycielski jest rzeczywiście dłuższy niż jakiejkolwiek grupy zawodowej, ale skrócenie tego czasu oznaczałoby konieczność odpowiedniego skrócenia wakacji uczniów. Poza tym, ze względu na sztywne ramy urlopu (nauczyciel przecież nie może, jak każdy inny pracownik, wziąć urlopu w dowolnym czasie), najtańsze oferty wakacyjne nie są w ich zasięgu, gdyż wypadają przede wszystkim przed lub po sezonie wakacyjnym. Odebranie wcześniejszych emerytur było moim zdaniem krokiem niesłusznym. Nauczyciel pracujący z dziećmi czy młodzieżą przez kilkadziesiąt lat jest albo może być psychicznie wyczerpany. Nie można zapomnieć, że nauczyciel jest odpowiedzialny za zdrowie i bezpieczeństwo uczniów.

Figura Misia Uszatka w Łodzi.

Fot. A Teliżyn

A co do samego strajku kolejarzy – jestem przeciw większości postulatów związkowców, poza tym strajk odczułem na własnej skórze: z 24 na 25 stycznia jechałem pociągiem z Poznania do Krakowa na konferencję naukową „Neutralizacja aksjologiczna w prawie”. W Krakowie zgodnie z rozkładem mieliśmy być o 6.54, czyli sześć minut przed początkiem strajku, jednak ze względu na czterdziestominutowe opóźnienie zatrzymaliśmy się w Zabierzowie – dziesięć minut od Dworca Głównego w Krakowie. Z tego powodu opuściłem pierwszą sesję i dyskusję, bo nie zdążyłem na pekaes. Czy opóźnienie było przypadkowe? Nie sądzę…

1 Deputat jest elementem wynagrodzenia, które pracownik otrzymuje w naturze, np. węgiel, drewno. Historycznie był częścią płacy otrzymaną z produktu pracy i tak węgiel otrzymywali górnicy, drewno – leśnicy, etc.

Łukasz J. Latosiński

Student V roku prawa na UAM, od ponad 2 lat pracownik kancelarii WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr w Poznaniu. Lektor, ceremoniarz, konferansjer. Hobbystycznie – twórca nalewek. Prywatnie – Dziedzic Wzgórza.

Tagi: , , , , , , , , , ,