Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Wdzięki polskiej piosenki

5 stycznia 2013

polish-rock

 

Nerwowe Wakacje – Polish Rock

2011, Wytwórnia Krajowa

OCENA: 8/10

 

 

Porobiło się, mili państwo! Tym niezgrabnym potocznym zwrotem można by skomentować to, co ostatnio przeszło przez Polskę jak kraj długi i szeroki. I nie chodzi mi tu o jakieś anomalia pogodowe za oknem (to swoją drogą) czy o kolejną nudną kampanię wyborczą. Nie. Najciekawsze, co się obecnie w państwie dzieje to istny Polnischeliederfestung.

Boom na polską piosenkę nie jest na szczęście związany z tandetą (o)polskich festiwali ani też niestety nie ze zwiększeniem zainteresowania rodzimym rynkiem muzycznym ze strony Zachodu. Polscy twórcy alternatywni serwują nam w ostatnim czasie powrót do starych pocztówek muzycznych, dźwięków, które kiedyś już słyszeliśmy, które kojarzyć zdają się nasi rodzice. Moi drodzy, jesteśmy świadkami czegoś, co ktoś już zdążył okrzyknąć mianem „neo-bigbitu”.

Za sprawą takich albumów jak PKP Anielina zespołu Muzyka Końca Lata czy omawianego za chwilę Polish Rock Nerwowych Wakacji polska swojskość wróciła na salony. Piszą teraz już o tym niemal wszyscy: piszą czołowe niezależno-muzyczne portale, pisze guru wszystkich dzieci Porcysia Borys D., pisała ostatnio „Polityka”. I nie ma się czemu dziwić, że najnowsze, bardzo przeciętne zresztą wydawnictwo Myslovitz, przeszło niemal bez echa. Kapela Rojka była zawsze nośnikiem europejskości w muzyce polskiej, promotorem m.in. takich gatunków jak britpop czy shoegaze. Teraz mamy tego przesyt.

Dziś powoływanie się na Alibabki jako swoją inspirację jest równie modne, co opieranie się na twórczości Joy Division wczoraj. Tak m.in. czyni lider Nerwowych Wakacji, Jacek Szabrański, który wraz ze swoją nowa grupą serwuje nam swój debiutancki krążek z bezczelnym i jednoznacznym tytułem.

Czasem dziwi i zastanawia mnie fakt, z jaką zawziętością jestem gotów bronić ten krążek. Kiedy ostatnio przy grillu puściłem znajomym kawałek Big Mind, zaczęli kręcić nosami i grzecznie poprosili, żebym zmienił numer. Wewnątrz mnie zagotowało. Lecz gdy emocje opadły, przypomniałem sobie moją drogę z tym – pozornie prostym – utworem. Nie wystarczyło 10 odsłuchań, bym wreszcie zrozumiał ironię tego utworu. Choć ciągle muszę nosić spodnie na szelkach / I to co śpiewam to zwyczajna piosenka. Otóż zwyczajna piosenka to nie jest. To cicha woda, rwąca brzegi bigbitowej świadomości, pełna dodatkowych smaczków tekstowych (Kosmos jest pyłkiem na twojej sukience) i celowych głupio nośnych wokaliz i partii chórowych.

Z jednym z najlepszych utworów na płycie byłem za pan brat od początku. Gigi Chce Pójść Tam Gdzie Ja , zaśpiewane trochę z manierą Grześka Ciechowskiego stałoby się hitem zarówno w latach 60-tych, 80-tych, jak i obecnie. Aż boję się podejmować temat tekstów. A my tu mamy maj / to do nas świat wygina się / i lody po brodach kołnierze barwią smakiem. Jakże to wszystko pasuje do charakteru okładki, której stylistyka niejako narzuca słuchaczowi sposób odbioru albumu.

Z największymi malkontentami stanę w szranki z najpiękniejszym momentem na płycie. Ostatnia minuta dosyć leniwie rozkręcającej się Mięty z nieco denerwującym rymem (super mięta kompletnie wyżęta) ociera się niespodziewanie o arcydzieło. Brzmiące jak spontaniczne drgania rozgrzanego serca, dźwięki jakichś dziecinnych uderzeń klawiszy towarzyszą jakże nośnemu i pięknemu tekstowi.

Wczoraj widziałem cię a dzisiaj nie pamiętam już
ponoć kochałem cię a dzisiaj nie pamiętam już
chyba widziałem cię lecz dzisiaj nie pamiętam już
wczoraj kochałem cię lecz dzisiaj nie pamiętam już

Słowa te mógł spokojnie napisać Robert Smith i umieścić je na swojej Dezintegracji. Tymczasem skontrastowana z ciepłą aranżacją klawiszowca codautworu nadaje efektowi końcowemu niesamowity urok, który jakoś cudem uratowano od patetycznej mielizny.

Żeby nie było tak kolorowo, potrafię znaleźć momenty zniżki formy. Jakoś nie w smak mi klimat takich utworów jak Superman Jest Dead czy Autokrady – chyba dwóch najgorszych momentów na płycie. Ale cóż z tego, skoro zaraz po Autokradach wchodzi pięknie rozwijający się Pan Samochodzik, skoro Superman Jest Dead natychmiast zastępuje Wpół Drogi, który zresztą mógłby być ciekawym nawiązaniem w warstwie lirycznej i muzycznej do Kultowego „Do Ani”. Odniesień do innych polskich szlagierów jest w omawianym wydawnictwie wiele więcej. Nie trzeba komentować choćby pierwszego wersu utworu Uciekaj Stąd, Mała.

Paradoksem jest to, że słucha mi się tego albumu najlepiej w deszczowe dni. To tak jakbym oczekiwał, że muzyka zaraz przyniesie mi słońce.

W ten smutny, pochmurny, listopadowy czas rozkwitu jesieni, polska piosenka oferuje Wam swoją wizję Nerwowych Wakacji. I tylko od Was zależy, czy ją kupicie, czy nie.

Ja już kupiłem. Polska pieśń rozgoniła chmury.

Krzysztof Jaroch

Autor jest studentem prawa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, entuzjastą muzyki popularnej i poszukiwaczem zaginionych dźwiękowych arcydzieł. W wolnych chwilach uwielbia przygotowywać znajomym kawę (którą nawet lubią) i opowiadać im o swoich małych miłościach, (co lubią już trochę mniej, a o Beatlesach to już nie mogą słuchać).

Tagi: , , ,