Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Zupa cebulowa – opowiadanie

19 listopada 2012

- Znowu ryczałaś, słyszałem przez domofon – zwrócił uwagę Witek, gdy z ciasnego korytarzyka przeszedł do kuchni studenckiego mieszkania. Po drodze rzucił miękki, wełniany szalik na szafkę i bez zdejmowania płaszcza usiadł na czworonożnym stołeczku,  jakich w kuchniach w tym wieżowcu skrupulatny statystyk mógłby naliczyć setki.

DSC_0254

Fot. A. Teliżyn

Wysoka dziewczyna tylko pociągnęła nosem w odpowiedzi, nie odwracając się od garnka. Witek oparł łokcie na plastikowej ceratce w kratę, która przykrywała stół i westchnął sobie, choc niezbyt smutno.

- Kroiłam cebulę – wyburczała dziewczyna znad kuchenki.

Chłopak rozejrzał się po kuchni uważniej. Faktycznie, drewniana deska oraz nóż leżały na blacie oczywiste jak dowody zbrodni, a w powietrzu unosił się charakterystyczny zapach smażonej cebuli.

- Dobra, tym razem ci uwierzę. Strasznie tu u ciebie gorąco, Sylwia – zauważył Witek, zdejmując wreszcie płaszcz. Położył go sobie na kolanach, a potem zaczął bawić się szklaną solniczką.

- Chcesz herbaty? – zapytała Sylwia, zostawiając na chwilę garnek, pełen skwierczącej smacznie zawartości. Odwróciła się do swojego gościa i uśmiechnęła, gdy pokiwał głową.

- W jakim kubku? – rzuciła z pozoru niewinnie.

- W zielonym.

- Czyli zieloną?

Witek uśmiechnął się. Od dziecka grali z kuzynką w tę grę, którą zapoczątkował ojciec Sylwii, na którymś z rodzinnych spotkań.

- Pokaż, jakie masz tam w szafie kubki, a ja ci powiem, jaką chcę herbatę – zawołał wesoło i wstał, żeby zlustrować zawartość szafki.

Sylwia z uśmiechem odwróciła się od Witka i zajęła mieszaniem cebuli w rondlu. Zawsze, kiedy kuzyn ją odwiedzał, musieli odbyć ten śmieszny rytuał. Patrzyła z boku na długi nos Witka i jego opalony na wakacjach profil, gdy tak rozglądał się wśród kuchennego dobytku kuzynki.

- Czarny z żółtym paskiem jest do sagi z cytryną. Czerwony z białym wnętrzem do malinowej z cukrem. O, ten zdecydowanie do jaśminowej albo innego ziołowego ohydztwa, bo ma takie delikatne wzorki – mruczał do siebie chłopak przy wtórze uderzania o siebie porcelanowych kubków. Zmarszczył brwi, nie mogąc najwyraźniej znaleźć poszukiwanego naczynia. – A gdzie podział się brązowy w kropki?

Sylwia była właśnie w trakcie zalewania cebuli białym winem i nie odpowiedziała od razu. Odstawiła butelkę na blat z głośnym stuknięciem. Witek uważnie przyglądał się kuzynce, huśtając jednocześnie na palcu kubek od czarnej herbaty z cytryną.

- Stłukł się przy przeprowadzce – odpowiedziała głucho w stronę bulgoczącego garnka z cebulą. – Nie będzie już żadnego brązowego kubka w kropki.

Choć jak zawsze broniła się przed wspomnieniami każdym możliwym sposobem, i tak obrazy stanęły przed oczami dziewczyny, jakby wszystko wydarzyło się tego popołudnia.

Znów piła kawę z tego brązowego kubka w kropki, gdy leżała rano w łóżku, a on z takiego samego sączył Earl Greya, bo nigdy nie przekonala go do kawy. Znad nieistniejącego już naczynia jego oczy błyskały zawsze niespotykaną mieszanką barw. Przy źrenicy złociście brązowe, z plamkami zieleni, a na brzegach tęczówek zupełnie już zielone, może nawet bliskie szarości burzowego nieba. A kiedy wypili już swoje codzinne, poranne kilka chwil, rzucali się w oddzielne wiry pracy i nauki. Tamte dni były dla Sylwii jak szalony kalejdoskop pełen inspirujących barw i kształtów, zdarzeń pędzących w radosnym korowodzie, czasem zwalniających nad pełną pary zawartością brązowego kubka w kropki.

Witek wzdrygnął się, gdy kuzynka zatrzasnęła mu przed nosem szafkę z naczyniami. Bez słowa wróciła do mieszania w rondelku. Chłopak w milczeniu odstawił na stół wybrany kubek i sięgnął do płaszcza po paczkę papierosów.

- Idę zapalić na balkon, zaraz wrócę – oznajmił. Przed wyjściem z kuchni zatrzymał się jeszcze, postukał palcem w futrynę drzwi. – Sylwia, może kupić ci taki do kawy?

Dziewczyna machnęła tylko ręką, w której trzymala teraz kawalek sera.

Po kilku minutach Witek wrócił, pachnący mocnymi papierosami i wyraźnie czymś podekscytowany. Zamaszystym ruchem ręki zgasil lampę w kuchni, a jedynym źródłem światła stał się błękitny wianuszek gazu pod garnkiem z zupą.

- Co jest? – zadziwiła się Sylwiia, myśląc, że może w mieszkaniu strzeliły korki.

Witek pociągnął kuzynkę za ramię w stronę okna i z entuzjazmem zaczął opisywać niebo, które zobaczył z balkonu na szóstym piętrze, a które teraz widzieli razem z kuchni.

Horyzont czarną linią odgryzał się od pąsowego różu, czy nawet resztek pomarańczu pozostałego po zachodzie słońca. Wyżej kolor przechodził płynnie w liliowy, cienki pas, z którego natychmiast zamieniał się w fiolet. Im wyżej, tym barwa pogłębiała się dynamicznie i zaczynała granatowieć do samogo końca, aż wreszcie prawie czerniała i rozbłyskała srebrnymi punkcikami gwiazd.

Sylwia uśmiechnęła się szeroko na ten widok. Spokój i uniesienie na twarzy kuzyna rozbawiły ją szczerze. Pacnęła go w nos łyżką brudną od zupy, a potem nie zważając na protesty oraz sarkanie Witka na barbarzyńskie obyczaje, zapaliła kuchenną lampę.

- Siadaj, romantyku – rozkazała mu wesoło. Chłopak posłusznie spoczął na odrapanym stołeczku. – Zobacz teraz, jaki kolor ma ta zupa.

Na stole pojawiły sie dwa talerze z brunatną zawartością, zdecydowanie mało zachęcającą i ponurą. Sylwia podała kuzynowi łyżkę oraz trzy grzanki z serem.

- Wygląda parszywie, zupełnie inaczej, niż niebo za oknem, prawda?

- Prawda – odparł Witek, niepewnie zanurzając łyżkę w talerzu. Skosztował dania kuzynki i nagle jego czoło zupełnie się wypogodziło. – Ale jest pyszna!

- No właśnie – westchnęła z zadowoleniem Sylwia. – Może nie zawsze muszą być fajerwerki i ekscytujące zachody słońca. Może wystarczy zwykła, brzydka zupa cebulowa.

Kasia Rożek

Studentka grafiki warsztatowej V roku, licencjonowany ochroniarz dóbr kultury. Na co dzień głównie maluje ilustracje albo podróżuje po świecie, lasach i górach z plecakiem i gitarą.

Tagi: , , , , ,